Brak tytułu notki bo braki są w moim życiu ostatnio tak powszechne. Brak ochoty, brak pracy, brak sensu, brak pieniędzy, brak wszystkiego. Jest godzina 13 a ja nadal nie wstałam z łóżka. Niby wakacje. Wakacje masz Ty, Ty, On i może jeszcze Ona. Ja wakacji nie mam. Powinnam być w pracy której brak, ale co mam do cholery zrobić? Wysyłam CV codziennie. I nic z tego nie wynika. Mój narzeczony pracuje, a do mnie ma wieczne pretensje, że za mało robię, że tożetamto. I że powinnam lubić tego posranego psa którego nienawidzę (tak za ulubione buty i parę jeszcze innych rzeczy).
A ja mam pretensję do niego, do siebie i do całego świata dookoła. Do siebie, że jestem życiowym nieudacznikiem, bo nie dostałam się na studia, będę nieszczęśliwa jak moi rodzice i że nie wierzę już w marzenia. No i że jestem grubą krową, wpieprzam na potęgę, nie potrafię się odchudzać ani zmobilizować do regularnych ćwiczeń. Do niego bo jest egoistą, bo już nie interesuje się mną tak jak kiedyś, bo nasza miłość umiera, a oboje udajemy że to nie ma miejsca. Boję się, że stracę ostatnią ważną dla mnie osobę na tym świecie. Do świata, bo jest chamski, brutalny, zurbanizowany, pyszny, oszukuje i gra nie fair.
Notka wprost jak z pamiętnika nieszczęśliwej nastolatki.
A zdjęcie ważne dla mnie - z okresu kiedy byliśmy jeszcze szczęśliwi. Chwilowo żyję wspomnieniami...
ladyoftheflowers
Nastrój:
tagi: